poniedziałek, 23 czerwca 2014

Prolog

Stanęła przed lustrem i przyjrzała się sobie. Długa, biała suknia lśniła w świetle ogromnego żyrandola. Była bardzo delikatna, dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, że suknia kosztowała majątek, w końcu była wysadzana szlachetnymi białymi kamieniami. Suknia ciasno opinała jej brzuch i piersi, natomiast od pasa w dół była rozłożysta i gęsta, tak, że bała się, że przy tańcu ją przydepnie. Lekko uniosła dolną część sukienki i ujrzała swoje delikatne buciki. Również białe, na delikatnym obcasie. Nigdy w życiu nie miała na nogach równie eleganckich butów. W domu dziecka nikt jej nie rozpieszczał.
Rude włosy spięte miała w kok na samym czubku głowy, jednak kilka niesfornych pasemek opadało jej na ramiona, co czyniło, że wyglądała jeszcze piękniej.
- Podobała ci się strój?- Usłyszała od strony drzwi znajomy, ciepły głos i szybko się odwróciła.
- Babciu!- Rzuciła się w ramiona kobiecie, całując ją przy tym w policzek.
- Dobrze, że nikt tego nie widział- roześmiała się babcia dziewczyny. Miała rację. Jej wnuczka była już traktowana na poważnie i pomimo tego, że miała już wiele lekcji etykiety, nadal miała swoje dawne odruchy. Usiadła na krześle przy oknie, gdzie miała zwyczaj rozmawiać z wnuczką, gdy ta uczyła się chodzić wyprostowana.
Dziewczyna wyjrzała przez okno na ulicę. Przez chwilę wyglądała na smutną.
- Coś się stało, kochanie?- Zapytała zaniepokojona staruszka.- Nie jesteś pewna, co do ślubu?
- Babciu, to nie tak. Ja po prostu nie wiem, czy na to zasługuję. Przez całe życie marzyłam o wystawnych przyjęciach, życiu księżniczki. Jednak wiem, jakie jest życie sieroty i biedaczki. Wiesz, jak często musiałam żebrać o jedzenie?- Na to wspomnienie jedna łza spłynęła po jej policzku, jednak jak najszybciej ją wytarła wierzchem dłoni i mówiła dalej.- Dziwnie się czuję, na ulicach Petersburga nadal jest mnóstwo bezdomnych i cierpiących a my wydajemy tak kosztowne wesele. I to dla kogo? Dla żebraczki...
- Nie mów tak o sobie, skarbie.- Babcia wstała i przytuliła wnuczkę.
- Obiecaj mi coś...
- Co takiego?- Kobieta odsunęła się kawałek od dziewczyny i spojrzała na nią z zaciekawieniem.
- Wszystko, co zostanie z balu, całe jedzenie, nie zostanie wyrzucone, tylko oddamy je głodnym, dobrze?
- Tak, kochanie.- Odpowiedziała staruszka i wyjrzała przez okno. Nie lubiła okłamywać kogoś, kogo kochała.
- Nie obraź się, ale mogłabym zostać jeszcze chwilę sama?- Wnuczka spojrzała jej w oczy i lekko uśmiechnęła się.
- Pewnie, ja też muszę się jeszcze przygotować.- Ruszyła do wyjścia.- Gdy już będzie czas, ktoś ze służby po ciebie przyjdzie.
Wyszła, a rudowłosa od razu podeszła do starej komody, stojącej pod ścianą. Podobno ten pokój należał do jej matki, gdy jeszcze tu mieszkała. Gdy jeszcze żyła. Wyjęła z szuflady małą szkatułkę. Nakręciła ją i postawiła na blacie toaletki. Usiadła na krześle i chwilę słuchała melodii, płynącej z małego przedmiotu.
Gdy zła myśl spotka cię
W dzień lub noc bezsenną
Zanuć tę, cudną pieśń
A jak dziś będziesz ze mną.
Zaśpiewała ten krótki kawałek piosenki, jaką śpiewała jej babcia, gdy była mała. Oczywiście nie pamiętała tego, tak powiedziała jej kobieta, jednak, gdy słuchała tej melodii, czuła w sercu dziwne ukłucie, jakby przywoływało wspomnienia. Babcia mówiła jej, że pieśń była dłuższa, jednak, kiedy nie miała już, komu jej śpiewać, zapomniała reszty tekstu.
Ktoś cichutko zapukał do drzwi, a kiedy dziewczyna poprosiła o wejście w drzwiach pojawiła się młoda kobieta, lekko dygnęła przed swoją pracodawczynią i, nie patrząc jej w oczy, oznajmiła:
- Panienko Anastazjo, już czas na ceremonię.
- Dobrze, już idę.- W tym momencie szkatułka przestała grać, a Anastazja schowała ją z powrotem na swoje miejsce.

Ruszyła dumnym krokiem w stronę wyjścia z pokoju, a gdy zamykała za sobą drzwi, przypomniała sobie, żeby sie wyprostować.