W zwyczajnych okolicznościach osobą,
która prowadziłaby do ślubu Anastazję byłby jej ojciec. Z powodu tego, że nie
żył już bardzo długo, do ołtarza młodą carycę zaprowadził Władymir, przyjaciel
pana młodego i od niedawna również Anastazji. Ubrany był w długi, czarny frak i
wyglądał bardzo elegancko. Anastazja szeroko uśmiechnęła się do mężczyzny, a
ten odwzajemnił uśmiech i złapał ją delikatnie za rękę. Dopiero teraz Anastazja
zauważyła, że przy ołtarzu, tyłem do wszystkich stoi Dymitr i rozmawia z
księdzem, który prawdopodobnie powinien się znajdować już za stołem i czekać na
pannę młodą. Jej serce momentalnie przyspieszyło. Znów zaczęła się stresować.
Już za kilkanaście minut będzie żoną Dymitra. Ksiądz zauważył, że dziewczyna
już się zbliża do miejsca, z którego zacznie iść w stronę ołtarza, gdy
człowiek, grający na organach rozpocznie ceremonię. Szepnął coś do Dymitra i
wskazał głową na Anastazję, po czym skierował się na miejsce, gdzie już
powinien być.
Dymitr odwrócił się i spojrzał na
swoją przyszłą żonę, nagle zamarł i jego oczy lekko się powiększyły, po czym
szeroko się uśmiechnął. To chyba znaczy, że suknia mu się podoba, pomyślała
Anastazja. Chciała mu ją pokazać jeszcze przed ceremonią, niestety kompletna
dotarła dopiero dzisiaj rano, a w tym dniu już nie było czasu, żeby się
spotkali, tak więc, dopiero teraz Dymitr mógł na nią spojrzeć. Dziewczyna
odwzajemniła uśmiech i ustawiła się we właściwym miejscu z Władymirem przy
prawej ręce.
- Jesteś tego pewna?- Zapytał mężczyzna.
- Władymirze- Anastazja wywróciła oczami.
- Jeszcze możesz uciec- zażartował i oboje uśmiechnęli się na myśl o tym.- Dymitr czasem zapomina o manierach, może nie być przykładnym carem- wyznał, po czym zaczął się śmiać.- Nigdy bym nie pomyślał, że mój przyjaciel, z którym robiliśmy przekręty zostanie carem Rosji.
- Ciszej, nikt nie może się dowiedzieć, czym zajmowaliście się wcześniej- przypomniała Anastazja, rozśmieszona nieostrożnością przyjaciela.
- Aniu, każdy dobrze wie, co robiliśmy.
- Jesteś tego pewna?- Zapytał mężczyzna.
- Władymirze- Anastazja wywróciła oczami.
- Jeszcze możesz uciec- zażartował i oboje uśmiechnęli się na myśl o tym.- Dymitr czasem zapomina o manierach, może nie być przykładnym carem- wyznał, po czym zaczął się śmiać.- Nigdy bym nie pomyślał, że mój przyjaciel, z którym robiliśmy przekręty zostanie carem Rosji.
- Ciszej, nikt nie może się dowiedzieć, czym zajmowaliście się wcześniej- przypomniała Anastazja, rozśmieszona nieostrożnością przyjaciela.
- Aniu, każdy dobrze wie, co robiliśmy.
To akurat była prawda. Anastazja
dowiedziała się o nich przez jakąś staruszkę na stacji kolejowej, która stała
przed nią w kolejce. Wtedy znalazła mężczyzn, aby podrobili jej paszport, aby
mogła wyjechać za granicę. Wtedy zaczęła się jej podróż do Paryża, u boku
Dymitra i Władymira. Każdy wiedział o ich działalności, ale władze się nimi nie
zainteresowały. Zawsze zastanawiało Anastazję, dlaczego...
Znów spojrzała na Dymitra. Stał już
tyłem. Jego ramiona delikatnie unosiły się i opadały w rytm oddechu. Ubrany był
w mundur, typowy dla rodziny carskiej. Taki sam mundur nosił jej ojciec.
Żałowała, że znała swego ojca tylko z opowieści babci i ze zdjęć, jakie udało
jej się uratować. Naramienniki były złote i lekko lśniły, podobnie jak bielutka
sukienka Anastazji.
Nagle zaczęła się piękna muzyka, co
oznaczało, że zaczyna się ceremonia. Nie była to zwyczajna, kościelna ślubna
piosenka. Zaśpiewała w myślach tekst "Kak uzor na ogne, Snova prosholoe
rjadom...". Na wspomnienie tej melodii zrobiło jej się bardzo smutno,
jednak przełamała swoje dawne lęki i uśmiechnęła się. Nie mogła być w złym
nastroju na swoim własnym ślubie.
Władymir zrobił mały krok naprzód a
ona szybko za nim ruszyła. Na ślubie nie było obecnych dużo osób, zważając na
fakt, że brali katolicki ślub. W Rosji to było rzadkie, na ulicach mówiono
nawet, że to wstyd, żeby córką cara była katoliczką. Jednak ona była wychowana
w sierocińcu na takiej religii i nie wyobrażała sobie innego ślubu. Dymitr
pochodził z biednej rodziny, gdy był małym chłopcem jego rodzice zmarli, więc
radził sobie sam i wybrał bycie katolikiem.
W jednej z czterech ławek siedziała
babcia Anastazji, obok niej Sophie, narzeczona Władymira, oprócz nich było
kilku żołnierzy, którzy obiecali, że będą chronić młodą carycę za wszelką cenę,
gdyż jest teraz najważniejszą osobą w kraju.
***
Z instrumentów popłynęła muzyka.
Muzycy siedzieli w kącie sali balowej i grali piękne weselne pieśni.
Przy długich stołach wzdłuż ścian
siedzieli ludzie na wysokich krzesłach. Byli tam znajomi Dymitra i Władymira
oraz kilku przywódców innych państw. Miejsce Anastazji było ulokowane pośrodku
stołu przy oknie, wraz z innymi głowami państw, natomiast Dymitr siedział przy
stole naprzeciwko ze znajomymi.
Ludzie z innych krajów chcieli na
własne oczy zobaczyć ostatnią dziewczynę z rodu Romanowów. Zaginioną
dziedziczkę carstwa rosyjskiego. Właśnie skończyła rozmawiać z przywódcą
Republiki Francuskiej i odeszła kawałek od stołu, żeby sprawdzić, w jakim miejscu
jest Dymitr. Nie rozmawiała z nim jeszcze od ślubu. Zauważyła, że jej mąż już
zmierza w jej kierunku.
- Nie wiedziałam, że wesela są tak męczące- wyprostowała się, żeby zachowywać pozory, ale zachowała swój zwyczajny, pogodny ton.
- Zwykłe wesela nie, ale wesela młodej carewny chyba tak- uśmiechnął się lekko, również starał się zachować oficjalną postawę.- Wydaje mi się, że powinniśmy rozpocząć tańce, w końcu wiesz jak Rosjanie uwielbiają takie bale, a taka tradycja, że musimy pierwsi- powiedział niechętnie.
- Chyba masz rację- westchnęła i ruszyli wspólnie na parkiet. Nie czekając, aż zacznie się nowa pieśń, zaczęli powoli, w rytm muzyki tańczyć.
- Podoba ci się moja suknia?- Spytała dziewczyna, rozglądając się po sali.
- Może być- oznajmił Dymitr niedbale.
- Nie wiedziałam, że wesela są tak męczące- wyprostowała się, żeby zachowywać pozory, ale zachowała swój zwyczajny, pogodny ton.
- Zwykłe wesela nie, ale wesela młodej carewny chyba tak- uśmiechnął się lekko, również starał się zachować oficjalną postawę.- Wydaje mi się, że powinniśmy rozpocząć tańce, w końcu wiesz jak Rosjanie uwielbiają takie bale, a taka tradycja, że musimy pierwsi- powiedział niechętnie.
- Chyba masz rację- westchnęła i ruszyli wspólnie na parkiet. Nie czekając, aż zacznie się nowa pieśń, zaczęli powoli, w rytm muzyki tańczyć.
- Podoba ci się moja suknia?- Spytała dziewczyna, rozglądając się po sali.
- Może być- oznajmił Dymitr niedbale.
Anastazja utkwiła w nim podejrzliwy
wzrok.
- Wiem, że ci się podoba- zaśmiała się, a Dymitr odpowiedział lekkim uśmiechem.
- Patrz, powoli już inni też zaczynają tańczyć- wskazał jej lekko głową na prawo. Rzeczywiście na parkiecie już tańczyli Władymir i Sophie.
- Co za szczęście, nie będziemy jedyni!- Powiedziała z ulgą dziewczyna.
- Wiem, że ci się podoba- zaśmiała się, a Dymitr odpowiedział lekkim uśmiechem.
- Patrz, powoli już inni też zaczynają tańczyć- wskazał jej lekko głową na prawo. Rzeczywiście na parkiecie już tańczyli Władymir i Sophie.
- Co za szczęście, nie będziemy jedyni!- Powiedziała z ulgą dziewczyna.
***
- Ależ bolą mnie nogi- wyznała Anastazja swojej pokojówce, gdy ta przygotowywała ją do snu po balu, jednak ta nic nie odpowiedziała.- Zbyt długo tańczyłam- ciągnęła, ale gdy się zorientowała, że nie może liczyć na jakąkolwiek rozmowę z pokojówką, zamilkła.
- Ależ bolą mnie nogi- wyznała Anastazja swojej pokojówce, gdy ta przygotowywała ją do snu po balu, jednak ta nic nie odpowiedziała.- Zbyt długo tańczyłam- ciągnęła, ale gdy się zorientowała, że nie może liczyć na jakąkolwiek rozmowę z pokojówką, zamilkła.
Gdy już położyła się, żeby usnąć po
głowie zaczęły krążyć jej wstrętne myśli. O tym, że nigdy nie będzie tak dobrze
rządziła krajem jak jej ojciec. Że nie będzie potrafiła poradzić sobie ze
stosunkami z innymi państwami. I najgorsze, to, że ludzie nie będą z niej
zadowoleni.
Długo nie mogła usnąć, a gdy
wreszcie jej się to udało miała okropne koszmary. Rasputin powracający z
piekieł, żeby zniszczyć ostatnie dziecko z rodziny Romanowów; jej ojciec
umierający na rękach matki przez Rasputina; ona sama głodująca, jako dziecko w
sierocińcu. Jedynym stałym punktem jej koszmarów był Rasputin. To on był
głównym powodem jej nieszczęścia.
Gdy po raz kolejny obudziła się
spocona i prawie płacząca postanowiła, że musi się przejść, było jej zbyt
gorąco. Postawiła gołe stopy na marmurowej posadzce i podeszła do okna. Pomimo
tego, że powinno się już robić ciepło, padał śnieg. Uśmiechnęła się mimo woli.
"Może nikt nie zauważy, jak
przejdę się trochę po zamku?" pomyślała, chcąc lepiej zwiedzić to miejsce.
Dopiero tydzień temu mogła się tu znów wprowadzić, gdyż budynek musiał zostać
odnowiony. W tym czasie mieszkała wraz z Dymitrem, Władymirem i babcią u
Sophie, w Paryżu.
Lekko uchyliła drzwi swojej komnaty
i szybko wyszła na długi korytarz. Rozejrzała się, nie mogąc się zdecydować na
kierunek wędrówki. Ostatecznie zdecydowała, że pójdzie w lewą stronę, ponieważ
pamiętała, że z prawej strony wróciła z balu. Przemierzyła kilkanaście metrów
aż doszła do końca korytarza. Nawet nie wiedziała, że jest tak długi.
W takich chwilach najbardziej żałowała,
że nic nie pamięta z czasów swojego dzieciństwa. Gdyby nie Rasputin mieszkałaby
tu szczęśliwie ze swoimi rodzicami i babcią, znałaby każdy korytarz, każde
pomieszczenie, teraz jednak musi włóczyć się po nocach, żeby poznać to miejsce.
Szarpnęła klamkę drzwi znajdujących
się na końcu korytarza, a te, z lekkim oporem, ale otworzyły się ukazując
ogromne, ciemne pomieszczenie bez okien. Weszła powoli do środku, poczuła gęsią
skórkę na ramionach, jednak ciekawość wzięła górę nad strachem.
Teraz pożałowała, że nie wzięła ze
swojego pokoju świecy, nie mogła niczego zauważyć, mimo tego, że wyjątkowo
wytężała wzrok. Kilka razy potknęła się o przedmioty stojące na podłodze. W końcu
wymacała ręką ścianę i podążała wzdłuż niej. Po kilku sekundach zrozumiała, że
pokój jest owalny. Gdy przeszła tak przy ścianie aż do drzwi, dopiero wtedy
zauważyła, że kawałek muru obok nich lekko świeci zielonym, słabym światłem.
Szybko kucnęła przy dziwnym zjawisku i dotknęła ściany. Jej ręka trafiła na
zimny kawałek metalu, który przy łączeniu z resztą muru był wypukły. Szarpnęła,
jednak nie poruszył się. Zresztą, co mogło tam być?
Zrobiło jej się już bardzo zimno, a
nadal była okropnie zmęczona, bolały ją nogi, a tego doszedł ból głowy. Mogłaby
tu wrócić rano, jednak ona nie chciała, żeby ktoś widział jak tu wchodzi. Nie potrafiła
wyjaśnij powodu, tego strachu, ale czuła, że nie powinna tu być, choć to dość
absurdalne, żeby caryca nie mogła wejść do jakiegokolwiek pomieszczenia w swoim
domu.
Ostatni raz spróbowała otworzyć
klapę. Lekko ją nacisnęła, po czy pociągnęła od dołu. Tym razem udało jej się
otworzyć metalową klapę, a jej oczom ukazało się ukryte pomieszczenie, głęboko
wpuszczone w posadzkę, można się tam było dostać drabiną, która stała tuż przy "drzwiach".
Światło, które przedostawało się wcześniej przez ścianę nasiliło się, tak, że
teraz było dokładnie widać wnętrze ciemnego pokoju. Jednak to nie interesowało Anastazji.
Ona już wchodziła na drabinę, żeby sprawdzić, co kryje się w podziemiach jej
domu.